Tab Content

Profil

Twoje ostatnie wpisy
Wysłany: 29-03-2017 Temat postu: Pewnie jedyna taka tutaj :( przejdź do tematu
@Majka596 i @Neri - Bardzo Wam dziękuję za odpowiedzi. To na prawdę dużo dla mnie znaczy. To, że są kobiety, które czuły się tak jak ja daje mi dużo otuchy. Mam nadzieję, że będzie tak, jak piszecie. Polubić dzieci nigdy mi się nie uda - hormony szaleją, brzuch jak balon, a mnie one nadal drażnią. Mam nadzieję, że tak ja Ty, Neri i tak jak moja Mama (też nie lubi dzieci, a nas zawsze kochała do przesady) pokocham swoje dziecko szaleńczo i przestanę łkać po cichu w poduszkę za tym co utraciłam i co poświęciłam. Zadręczam się myślami, że jestem próżna, samolubna, że coś jest nie tak z moją hierarchią wartości, że szkoda mi pracy, ciała młodej kobiety, namiętności w związku bez wkładek laktacyjnych i rozstępów, że szkoda mi podróży, przygód, słońca, śpiewu i wina, że samo dziecko to coś co mnie przeraża... Dziękuję Wam.
Wysłany: 29-03-2017 Temat postu: Pewnie jedyna taka tutaj :( przejdź do tematu
Witam Drogie Panie, Jestem tu nowa. Ominęłam tematy z przywitaniami, dzieleniem się szczegółami na temat ciąży - to pewnie bliższe tym szczęśliwym przyszłym Mamom. Ja czuję tylko wstyd. Nie wiem właściwie jakiej pomocy mogłabym oczekiwać od forum... może po prostu po raz kolejny obudziłam się w środku nocy z wrzaskiem myśli i nie mogę spać dręczona ciągłym ściskiem w żołądku. Komuś chciałabym powiedzieć, ale nikomu nie mogę. Mam prawie 30 lat. Jestem w 7-mym miesiącu ciąży. I jestem załamana. I samotna. Wiele kobiet pewnie zazdrościłoby mi mojej sytuacji - dziecko w drodze, ciekawa i dobrze płatna praca, mieszkanie, wspaniały, inteligentny i opiekuńczy facet, ciekawe i aktywne życie, wsparcie rodziny, z czego jej członek to ginekolog w szpitalu, w którym rodzę... żyć, nie umierać... a mi obecnie bliższe jest to drugie. W ciążę zaszłam "niechcący" - na początku byłam przerażona, płakałam, ale szybko wytłumaczyliśmy sobie, że ten strach jest bez sensu. Jesteśmy bardzo kochającą się parą, jesteśmy razem kilka lat, zdecydowaliśmy się na wspólne życie, planowaliśmy budowe domu, chcieliśmy mieć dzieci (za rok, może za dwa lata) - to po prostu lekka zmiana planów, nic ponad to. Mój luby wydumał nawet, że dobrze się stało - przecież moje problemy ze zdrowiem zawsze straszyły problemami z zajściem, a poza tym jesteśmy w takim wieku, że jeśli chcemy mieć 2 dzieci, to kiedy, jak nie teraz? A więc wszyscy się cieszą - mój partner, moja mama z zachwytem biega i kupuje ciuszki dla dziecka, teściowie szaleją z zachwytu. Tylko nie ja. Nigdy nie lubiłam dzieci. Zawsze jawiły mi się jako mali krzykliwi i najczęściej rozpieszczeni ludzie. Nudne życie Matki Polki było dla mnie koszmarem, a życie problemami takimi jak kolor kupy czy przedszkole Antosia powodowały u mnie lęk. Wszyscy zawsze powtarzali mi : "Zobaczysz, przejdzie Ci". A ja słuchałam. Owszem! Przeszło mi, gdy poznałam mojego faceta. Wiedziałam, że chciałby założyć kiedyś rodzinę. Byłam i nadal, po latach, jestem w nim zakochana po uszy. Nie mogłam go stracić. Poza tym - na prawdę czułam , że i ja tego chcę. Tylko z nim. Nasza wspólna mała rodzina - pełna wesoła chata, której ja nigdy nie miałam. W moim domu było zawsze cicho i ponuro. Moi rodzice rozstali się, gdy byłam dzieckiem, a w domu panowała raczej smutnawa atmosfera. Chciałam tego, czego nigdy nie miałam. Nie wyobrażałam sobie naszego życia za kilka lat - sami, tylko ja i on, na zawsze.Dzieci na pewno były w planach. Aż w końcu się stało - trochę za wcześnie, troszkę znienacka, troszkę nie w porę, ale stało się i już. Zgodnie z planem, był wybuch radości rodziny, wzruszenie mojego faceta i tylko ja w tym wszystkim nie przeszłam żadnej euforii. Doszłam teraz do momentu, kiedy w moim domu stoi wózek, łóżeczko, wanienka i cała ta reszta, a ja odwracam od tego wzrok. Wszyscy mówią do mnie o "maleństwie" ... o "kruszynce" i o "kochanym dzieciątku"... a mnie to tylko drażni - "przecież to po prostu człowiek, tylko mały" - myślę. Martwię się, gdy przestaje mnie kopać, ale irytuje mnie, gdy zacznie. Ciąża jest dla mnie ciężka, nie przebiega bez zmartwień i problemów, a cała okupiona jest bólem tak silnym, że ciężko poruszać mi się nawet do toalety. Nie mogę spać. Gdy nie śpię, to dręczą mnie myśli, smutek i poczucie samotności. Nie umiem myśleć o tym co zyskam, gdy urodzę dziecko. Inne matki piszą o tym jak nie mogą się doczekać aż przytulą swoje "maleństwo" i z uśmiechem patrzą na bobasy innych kobiet. Ja odwlekłabym ten moment najdalej jak się da. Boję się porodu, jak cholera. Od tygodni mi się to śni. Jedyne o czym umiem myśleć, to wszystko co stracę. Muszę przerwać moją pracę, która zaczęła dopiero się rozkręcać, porzucić tyle zaczętych spraw, nad którymi tyle pracowałam, oddać je mojemu wrogowi, który spije z nich śmietankę. Muszę oddać swoje ciało, sylwetkę, która i tak wymagała ode mnie tyle poświęceń, żeby przypominać człowieka. Kompleksy miałam już przed ciążą - wolę nie myśleć co będzie teraz. Nie mogę się kochać, mam przeciwwskazanie. Jednak nie ukrywam, że potrzebuję tego. Nawet, gdybym mogła, to już i tak czuję się jak obrzydliwy balon, a mój facet unika zbliżeń, bo się boi. Musiałam zrezygnować z kolejnych podróży. Przemierzyłam tyle fascynujących miejsc na świecie, z plecakiem. Dzikie kraje, każdy wolny czas we wszystkich górach świata. To była moja pasja. Adrenalina, przygoda, ryzyko, poznawanie świata, przyroda, inne kultury. Wszystko poszło w odstawkę , na długo. A nawet jeśli to wróci, to już nigdy w tej samej formie - beztroskiej tułaczki z winem w dłoni. Ciągle patrzę z tęsknotą na moje szalone młodzieńcze życie, które przecież już dawno odeszło w niepamięć - dojrzałam - praca, zobowiązania, hierarchia wartości. Może miałam jeszcze jakąś nadzieje, że to wróci? Teraz wyglądam jak maciora, z perspektywą pieluch. Myślę ciągle o pracy, budzi mnie kolejna rzecz, która przypomniała mi się w nocy. W głowie huczy mi ciągle, że... że ja nie chcę ;( ... że się nie nadaję... ciągle muszę udawać tą radość przed rodziną. Boję się potępienia, braku zrozumienia. Nie czuję żadnej radości z faktu nadchodzącego dziecka. Mam do siebie o to wyrzuty. Sama siebie oceniam, potępiam, ale nie mogę w żaden sposób zmusić się do innych uczuć. Popadam w coraz większe przygnębienie i coraz bardziej się zamykam w sobie. Moja mama powtarza mi, że pokocham dziecko, gdy je tylko wezmę w ramiona. Niestety powoli już w to nie wierzę. Złości się, gdy nie mówię o swoim dziecku z czułością, a zwracam się do niego per "to, ono"... Moje dwa koty wydają się być dla mnie wystarczająco upierdliwe i cała ta wizja to dla mnie abstrakcja. Jestem przerażona. Zawiedziona sobą. Czuję wstyd. Odczuwam tylko te złe emocje, żalu i poczucia straty. Nigdzie nie odnajduję tej wspaniałej radości , o której pieją wszystkie Mamuśki. Po co to piszę? Aby z siebie zrzucić... Czego oczekuję? Chyba niczego... na pewno nie potępiania mnie - tego już mam pod dostatkiem. Może jest tu jakaś szczęśliwa Matka, która przeżywała to co ja? Naiwnie szukam pocieszenia...
Ostatnie wpisy w obserwowanych
aktualnie nie masz wpisów w tej kategorii
Grupy, których jesteś członkiem
aktualnie nie masz wpisów w tej kategorii
Ostatnio aktywne grupy
Ostatnio odwiedzane
Wysłany: 29-03-2017 Temat postu: Pewnie jedyna taka tutaj :( przejdź do tematu
Wiadomo, dzieciaczek pewnie już na świecie :)
Wysłany: 29-03-2017 Temat postu: Pewnie jedyna taka tutaj :( przejdź do tematu
Wiadomo, dzieciaczek pewnie już na świecie :)
Wysłany: 29-03-2017 Temat postu: Pewnie jedyna taka tutaj :( przejdź do tematu
Wiadomo, dzieciaczek pewnie już na świecie :)
Wysłany: 29-03-2017 Temat postu: Udawanie porodu a seks przejdź do tematu
Ja nie rozumiem całego zdziwienia... ;) przecież podniecenie to instynkt i nie wybieramy na co nasze nerwy zareagujhą tak a nie inaczej. Panom często się zdarza z radości lub adrenaliny, spójrzcie na zdjęcia zwycięzców zawodów sportowych. :)
Ostatnie wpisy znajomych
aktualnie nie masz wpisów w tej kategorii
Znajomi
aktualnie nie masz wpisów w tej kategorii
Znajdź posty użytkownika
Wpisz nazwę użytkownika aby odnaleźć jego wypowiedzi na forum
Zaproś znajomych spoza forum
Wpisz adres e-mail znajomego
Ulubione wpisy w blogach
aktualnie nie masz wpisów w tej kategorii
pocichu
aktywnosc pocichu
Zarejestrowany 29-03-17
Ostatno aktywny: 29-03-17 22:36

Albumy

aktualnie nie masz wpisów w tej kategorii

Wpisy

Wysłany: 29-03-2017 Temat postu: Pewnie jedyna taka tutaj :(
@Majka596 i @Neri - Bardzo Wam dziękuję za odpowiedzi. To na prawdę dużo dla mnie znaczy. To, że są kobiety, które czuły się tak jak ja daje mi dużo otuchy. Mam nadzieję, że będzie tak, jak piszecie. Polubić dzieci nigdy mi się nie uda - hormony szaleją, brzuch jak balon, a mnie one nadal drażnią. Mam nadzieję, że tak ja Ty, Neri i tak jak moja Mama (też nie lubi dzieci, a nas zawsze kochała do przesady) pokocham swoje dziecko szaleńczo i przestanę łkać po cichu w poduszkę za tym co utraciłam i co poświęciłam. Zadręczam się myślami, że jestem próżna, samolubna, że coś jest nie tak z moją hierarchią wartości, że szkoda mi pracy, ciała młodej kobiety, namiętności w związku bez wkładek laktacyjnych i rozstępów, że szkoda mi podróży, przygód, słońca, śpiewu i wina, że samo dziecko to coś co mnie przeraża... Dziękuję Wam.
Wysłany: 29-03-2017 Temat postu: Pewnie jedyna taka tutaj :(
Witam Drogie Panie, Jestem tu nowa. Ominęłam tematy z przywitaniami, dzieleniem się szczegółami na temat ciąży - to pewnie bliższe tym szczęśliwym przyszłym Mamom. Ja czuję tylko wstyd. Nie wiem właściwie jakiej pomocy mogłabym oczekiwać od forum... może po prostu po raz kolejny obudziłam się w środku nocy z wrzaskiem myśli i nie mogę spać dręczona ciągłym ściskiem w żołądku. Komuś chciałabym powiedzieć, ale nikomu nie mogę. Mam prawie 30 lat. Jestem w 7-mym miesiącu ciąży. I jestem załamana. I samotna. Wiele kobiet pewnie zazdrościłoby mi mojej sytuacji - dziecko w drodze, ciekawa i dobrze płatna praca, mieszkanie, wspaniały, inteligentny i opiekuńczy facet, ciekawe i aktywne życie, wsparcie rodziny, z czego jej członek to ginekolog w szpitalu, w którym rodzę... żyć, nie umierać... a mi obecnie bliższe jest to drugie. W ciążę zaszłam "niechcący" - na początku byłam przerażona, płakałam, ale szybko wytłumaczyliśmy sobie, że ten strach jest bez sensu. Jesteśmy bardzo kochającą się parą, jesteśmy razem kilka lat, zdecydowaliśmy się na wspólne życie, planowaliśmy budowe domu, chcieliśmy mieć dzieci (za rok, może za dwa lata) - to po prostu lekka zmiana planów, nic ponad to. Mój luby wydumał nawet, że dobrze się stało - przecież moje problemy ze zdrowiem zawsze straszyły problemami z zajściem, a poza tym jesteśmy w takim wieku, że jeśli chcemy mieć 2 dzieci, to kiedy, jak nie teraz? A więc wszyscy się cieszą - mój partner, moja mama z zachwytem biega i kupuje ciuszki dla dziecka, teściowie szaleją z zachwytu. Tylko nie ja. Nigdy nie lubiłam dzieci. Zawsze jawiły mi się jako mali krzykliwi i najczęściej rozpieszczeni ludzie. Nudne życie Matki Polki było dla mnie koszmarem, a życie problemami takimi jak kolor kupy czy przedszkole Antosia powodowały u mnie lęk. Wszyscy zawsze powtarzali mi : "Zobaczysz, przejdzie Ci". A ja słuchałam. Owszem! Przeszło mi, gdy poznałam mojego faceta. Wiedziałam, że chciałby założyć kiedyś rodzinę. Byłam i nadal, po latach, jestem w nim zakochana po uszy. Nie mogłam go stracić. Poza tym - na prawdę czułam , że i ja tego chcę. Tylko z nim. Nasza wspólna mała rodzina - pełna wesoła chata, której ja nigdy nie miałam. W moim domu było zawsze cicho i ponuro. Moi rodzice rozstali się, gdy byłam dzieckiem, a w domu panowała raczej smutnawa atmosfera. Chciałam tego, czego nigdy nie miałam. Nie wyobrażałam sobie naszego życia za kilka lat - sami, tylko ja i on, na zawsze.Dzieci na pewno były w planach. Aż w końcu się stało - trochę za wcześnie, troszkę znienacka, troszkę nie w porę, ale stało się i już. Zgodnie z planem, był wybuch radości rodziny, wzruszenie mojego faceta i tylko ja w tym wszystkim nie przeszłam żadnej euforii. Doszłam teraz do momentu, kiedy w moim domu stoi wózek, łóżeczko, wanienka i cała ta reszta, a ja odwracam od tego wzrok. Wszyscy mówią do mnie o "maleństwie" ... o "kruszynce" i o "kochanym dzieciątku"... a mnie to tylko drażni - "przecież to po prostu człowiek, tylko mały" - myślę. Martwię się, gdy przestaje mnie kopać, ale irytuje mnie, gdy zacznie. Ciąża jest dla mnie ciężka, nie przebiega bez zmartwień i problemów, a cała okupiona jest bólem tak silnym, że ciężko poruszać mi się nawet do toalety. Nie mogę spać. Gdy nie śpię, to dręczą mnie myśli, smutek i poczucie samotności. Nie umiem myśleć o tym co zyskam, gdy urodzę dziecko. Inne matki piszą o tym jak nie mogą się doczekać aż przytulą swoje "maleństwo" i z uśmiechem patrzą na bobasy innych kobiet. Ja odwlekłabym ten moment najdalej jak się da. Boję się porodu, jak cholera. Od tygodni mi się to śni. Jedyne o czym umiem myśleć, to wszystko co stracę. Muszę przerwać moją pracę, która zaczęła dopiero się rozkręcać, porzucić tyle zaczętych spraw, nad którymi tyle pracowałam, oddać je mojemu wrogowi, który spije z nich śmietankę. Muszę oddać swoje ciało, sylwetkę, która i tak wymagała ode mnie tyle poświęceń, żeby przypominać człowieka. Kompleksy miałam już przed ciążą - wolę nie myśleć co będzie teraz. Nie mogę się kochać, mam przeciwwskazanie. Jednak nie ukrywam, że potrzebuję tego. Nawet, gdybym mogła, to już i tak czuję się jak obrzydliwy balon, a mój facet unika zbliżeń, bo się boi. Musiałam zrezygnować z kolejnych podróży. Przemierzyłam tyle fascynujących miejsc na świecie, z plecakiem. Dzikie kraje, każdy wolny czas we wszystkich górach świata. To była moja pasja. Adrenalina, przygoda, ryzyko, poznawanie świata, przyroda, inne kultury. Wszystko poszło w odstawkę , na długo. A nawet jeśli to wróci, to już nigdy w tej samej formie - beztroskiej tułaczki z winem w dłoni. Ciągle patrzę z tęsknotą na moje szalone młodzieńcze życie, które przecież już dawno odeszło w niepamięć - dojrzałam - praca, zobowiązania, hierarchia wartości. Może miałam jeszcze jakąś nadzieje, że to wróci? Teraz wyglądam jak maciora, z perspektywą pieluch. Myślę ciągle o pracy, budzi mnie kolejna rzecz, która przypomniała mi się w nocy. W głowie huczy mi ciągle, że... że ja nie chcę ;( ... że się nie nadaję... ciągle muszę udawać tą radość przed rodziną. Boję się potępienia, braku zrozumienia. Nie czuję żadnej radości z faktu nadchodzącego dziecka. Mam do siebie o to wyrzuty. Sama siebie oceniam, potępiam, ale nie mogę w żaden sposób zmusić się do innych uczuć. Popadam w coraz większe przygnębienie i coraz bardziej się zamykam w sobie. Moja mama powtarza mi, że pokocham dziecko, gdy je tylko wezmę w ramiona. Niestety powoli już w to nie wierzę. Złości się, gdy nie mówię o swoim dziecku z czułością, a zwracam się do niego per "to, ono"... Moje dwa koty wydają się być dla mnie wystarczająco upierdliwe i cała ta wizja to dla mnie abstrakcja. Jestem przerażona. Zawiedziona sobą. Czuję wstyd. Odczuwam tylko te złe emocje, żalu i poczucia straty. Nigdzie nie odnajduję tej wspaniałej radości , o której pieją wszystkie Mamuśki. Po co to piszę? Aby z siebie zrzucić... Czego oczekuję? Chyba niczego... na pewno nie potępiania mnie - tego już mam pod dostatkiem. Może jest tu jakaś szczęśliwa Matka, która przeżywała to co ja? Naiwnie szukam pocieszenia...

Znajomi

aktualnie nie masz wpisów w tej kategorii

Dodatkowe informacje

Ostatnio odwiedzili:
Ta strona była odwiedzona 1101 razy.

Masz prawo do odwołania zgody wyrażonej podczas rejestracji w każdym czasie poprzez wysłanie swojego odwołania na adres: mjakmama24@grupazpr.pl lub iod@grupazpr.pl.

Serwis mjakmama.pl ma charakter edukacyjny! Redakcja serwisu dokłada wszelkich starań, aby informacje w nim zawarte były poprawne merytorycznie jednakże decyzja dotycząca leczenia należy do lekarza. Redakcja i wydawca serwisu nie ponoszą odpowiedzialności wynikającej z zastosowania informacji zamieszczonych na stronach serwisu.
Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.