A ja, jak mam być szczera, zupełnie nie pojmuję podejścia "nie jestem wierząca, ale ochrzczę". Nie rozumiem po prostu rodziców dekalrujących że będą wychowywali dziecko zgodnie z wiarą, jeśli sami w zgodzie z nią nie żyją. Argument że "nie zaszkodzi" i że można "na wszelki wypadek" też do mnie nie trafia, jak ktoś słusznie zauważył- można "profilaktycznie" dopełnić od razu rytuały i sakramenty z innych religii, też "na wszelki wypadek",bo a nuż tamta religia jest lepsza.
Wierzę w jakiś wyższy byt, natomiast zupełnie nie uznaję rytuałów dążących do oddawania mu czci. Nie chodzę do kościoła poza uroczystościami rodzinnymi na które jestem zapraszana i na których jestem gościem. Nie brałam ślubu kościelnego i do głowy mi nie przyszło chrzczenie dziecka. Jedynie moi rodzice, a raczej mama, są wierzący, ale i ona jedynie wspomniała że chciałaby żeby wnuczek był ochrzczony, nie było żadnych nacisków z jej strony, scen itd. I mama jest dorosła, i ja, akceptujemy nawzajem swoje zdanie.
Synek nie żyje w jakiejś bańce, oderwany od religii katolickiej. Widzi i poznaje tradycje katolickie, bo nie da się tego w Polsce uniknąć, zresztą to część naszej kultury, ale przy okazji dowiaduje się że są inne odłamy chrześcijaństwa, słucha o żydach i muzułmanach, o starych wierzeniach słowiańskich, skandywawskich, mitach.
Nie ma problemów z tym że nie chodzi na religię (na razie w przedszkolu), a myślę że w szkole będzie mu to wręcz odpowiadać. A jeśli będzie chciał "liznąć" tematu i zaangażować się w jakieś życie religijne we wspólnocie, to będzie miał do tego prawo, byleby był świadomy swojej decyzji. Był już kilkukrotnie z babcią w kościele, głównie przy okazji świąt.